piątek, 9 sierpnia 2013

Segal Dessert - brakujące ogniwo z Izraela

   Niekorzystny bilans, jak dotąd mocna przewaga win czerwonych, skłonił mnie do szukania na półkach sklepowych wina żółtego (nie wiedzieć czemu nazywanego białym). Zwłaszcza że przepisowo schłodzone, powinno świetnie pasować nie tylko do sera, ale i upałów.



   Wybór padł na smukłą butelkę Segal Dessert z Izraela. Smukłą, bo - niestety - mieszczącą jedynie pół litra trunku, zamiast zwyczajowych 0,75. Dziwna była nie tylko kubatura, ale i procentowość. Zamiast 11-13% aż 16,5. I to jeszcze nie koniec niespodzianek. W smaku Segal Dessert okazało się wcale nie takie słodkie, ale dość mocno wytrawne. I nawet niezłe, tylko że to właściwie nie białe wino, ale coś pomiędzy nim a grappą. Już z mocnym "rozpuszczalnikowym" smakiem, charakterystycznym dla mocniejszych trunków.






   Segal Dessert. Muscat. 0,5 litra. Ok. 27zł. Nie dla amatorów klasycznych win.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz